~ Perspektywa Slash'a ~
Usiadłem przy barze i skinąłem na barmankę. Ta, nauczona doświadczeniem, postawiła przede mną szklaneczkę Danielsa.
Zapaliłem papierosa.
Tłum zaczął się zagęszczać i tylko koło mnie znajdowało się niewiele wolnej przestrzeni.
Zaciągnąłem się dymem i zatopiłem w myślach.
Dziewczyna za barem uwijała się jak w ukropie. Przyglądałem się jak napełnia szklanki i żongluje butelkami.
Prawdę mówiąc, czekałem, aż coś się stanie.
Jak na żądanie, czyjeś cycki docisnęły się do moich pleców. Odwróciłem się leniwie i spojrzałem na niemal dziecięcą twarz o nienaturalnie białych oczach i ciemnofioletowych ustach. Dziewczyna przeczesywała dłonią swoje bardzo krótkie włosy.
- Sorry, przyszłam po drinki - Uśmiechnęła się lekko zmieszana i łakomie spojrzała na ladę.
- Z kim ty przyszłaś? Z ekipą marynarzy? - Spojrzałem na hurtową ilość Danielsa, którą barmanka rozlała po szklankach postawionych przed nami. Serio. Po taką ilość alkoholu wysyłało się zwykle dwie osoby.
- To wszystko dla mnie - Odpowiedziała radośnie. - Tylko jak ja to zaniosę? - Spojrzała po tłoczących się za nią ludziach.
- Możesz ty zostać - Zaproponowałem w nadziei, że uda mi się zaciągnąć ją do łóżka, bo wizja samotnego wieczoru jakoś mnie nie bawiła.
- Ta i siedzieć na barze? - Zaśmiała się.
- Dlaczego, nie?
Spojrzała na mnie, a potem na nierozerwalny mur ludzi za nami.
- W sumie racja, czemu nie, a teraz już i tak się nie przebiję.
Podparła się o brzeg blatu i usiadła na nim.
- Vera! Złaź z baru - Barmanka zganiła nowo poznaną.
- Powiedz mi jak mam niby donieść osiem Danielsów do mojego stolika? - Dziewczyny widocznie się znały.
- Nie wiem i mam to gdzieś. Won! - Barmanka nie przerywała obsługi wodopoju.
- Dobra. Wygrałaś - Krótkowłosa zeskoczyła na podłogę. - Przesuń się. Mam zamiar się upić i brak miejsca mi nie przeszkodzi.
Rozłożyłem zapraszająco ramiona. Dziewczyna usadziła się na moich kolanach i sięgnęła po drinka.
Ponownie spojrzałem na szklanki. Było ich rzeczywiście osiem.
- Nie ma szans żebyś tyle wypiła – Rozsiadłem się wygodnie.
- Zakład? – Prychnęła. – Wypiję to i pewnie jeszcze trochę. Tak się leczy ból.
- Niech ci będzie. Jak przegrasz… - Dałem sobie chwilę na zastanowienie. - Jak przegrasz to coś sobie wymyślę.
- Deal. A jak ja wygram, to też sobie coś wynajdę – Uśmiechnęła się chytrze i osuszyła szklankę jednym łykiem, nawet się nie krzywiąc.
- No to opowiadaj, co cię przygnało do przylądka ludzi wraków – Nie chcąc być gorszym również wypiłem do dna.
- Nic wielkiego. Po prostu dawno nie uprawiałam seksu i mam depresję – Sięgnęła po drugiego whiskacza. – Więc się upiję i prześpię z pierwszym lepszym gościem. Cheers! – Stuknęła swoją szklanką o moją. – A ty, dlaczego pijesz?
- Bo lubię – Odparłem na wpół zgodnie z prawdą.
- Eh. Kto nie lubi starego dobrego wujka Jack'a – Ponownie upiła łyk. - To powiedź, chociaż za czyje pieniądze.
- Jestem gitarzystą.
- Mhm… Jeszcze mi powiedź, że Guns N’Roses – Mówiła kpiącym tonem.
- Czyli jednak wiesz, kim jestem.
- Kto nie zna wielkiego Slasha. Ale powiem ci, że było ciężko. Ci, którzy widzieli cię tylko na scenie, nie mają pojęcia, co się kryje pod tą czarną czupryną – Zawartość kolejnej szklanki zniknęła w jej żołądku, a zaraz potem zagarnęła swoją nikczemną czuprynę do przodu, wyciągnęła mi papierosa z palców i wsadziła go między wargi. – Jestem Slash. Gram, ale mnie nie widać - Zaciągnęła się, lekko się krztusząc. - Trochę jak dziecko w przedszkolu, co myśli, że jak ono nie widzi przedszkolanki to przedszkolanka nie widzi jego.
- Nie. To mi po prostu dodaje tajemniczości – Przypatrywałem się jak próbuje sięgnąć kolejnej, z ustawionych na barze, szklanicy, co raczej jej nie szło, bo przez nasuniętą na oczy grzywkę, gówno widziała. Za to, dzięki przedziwnej pozycji, którą przybrała,miałem cudowne widoki na jej cycki.– Niezła jesteś. Trzecia? – Spytałem w kontekście alkoholu, z trudem odrywając oczy od jej biustu.
- Właściwie to piąta, bo piłam wcześniej, ale ja mam to w genach. No, i muszę się znieczulić. Diabli wiedzą, kto mi się trafi tej nocy.
- Może będziesz miała szczęście i trafi ci się jakiś seksowny gitarzysta – Położyłem dłoń na jej biodrze.
- Ty to nazywasz szczęściem? – Otaksowała mnie krytycznym spojrzeniem i zgasiła peta w przepełnionej popielniczce. – W prawdzie nie jesteś w moim typie, ale dlaczego nie. Po ósmej szklance powinno być spoko.
Nie powiem, speszyłem się, już miałem się żachnąć, ale przycisnęła usta do moich. Jej oddech przesiąknięty był Danielsem i niknącym aromatem mięty. I w przeciwieństwie do innych lasek, nie czuć było w niej nikotyny., pomimo tego, że przed chwilą pozbyła się papierosa. Jej usta były gorące, gładkie i powolne, co stanowiło kontrast dla moich szorstkich i pośpiesznych. Rozmowy, śpiewy i kłótnie zlały się w jedno. Dziewczyna przełożyła jedną z nóg, by siedzieć na mnie okrakiem. Jej, odziane w jeans, krocze, potarło mojego, odzianego w skórę penisa.
- Fuck – Wyjęczałem, gdy oderwała się ode mnie. – To chyba nie jest dobry pomysł. Może znajdźmy sobie jakiś pokój?
- Nie… Zostało mi jeszcze… Sześć Danielsów. – Jej biodra dociskały rosnącą wypukłość w moich spodniach. Jej cycki zasłaniały mi widok na świat. Nie to żeby były jakoś powalająco wielkie. Po prostu były tak blisko.
- To, może ci z nimi pomogę? Bo jak tak dalej pójdzie, to położę cię na barze i przerżnę.
- Niezłe byśmy dali widowisko – Wymruczała, przygryzając wargę.
- Chyba wolę odstawiać takie show na osobności – Sięgnąłem po jedną ze szklanek dziewczyny i opróżniłem ją. – Teraz masz tylko pięć.
Dziewczyna zgarnęła kolejną szklankę i wychyliła pół.
- Widzę, że bardzo się śpieszysz – Zaśmiała się. - Ale ja mam w sobie coś z ekshibicjonistki
- Nie. Tylko trochę – Wyjąłem jej szklankę z dłoni i dopiłem. – Cztery.
Dziewczyna westchnęła z zadowoleniem i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Tu wszystko jest łatwe. Przychodzę do baru, nikt mnie nie pyta o wiek, sprzedają mi osiem szklanek Danielsa, podchodzę do pierwszego lepszego faceta i umawiam się na seks… Kocham to miasto!
- Nie tylko ty - Sięgnąłem po jeszcze jednego Danielsa. Naprawdę chciałem już udać się do jakiegoś fajnego pokoiku i poznać się z nią dogłębnie. - Może zostawimy ten zacny trunek? - Musnąłem ustami krawędź jej szczęki.
- Co? Kiepsko ci się pieprzy po dwóch litrach? - Śmiała się ze mnie.
- Całkiem nieźle, ale chcę potem coś pamiętać - Przesunąłem ręce na jej uda, muskając je od wewnątrz wyćwiczonymi palcami.
- Oj nie wiem - Chichotała dalej. Dziwiło mnie, że ten dźwięk mnie nie wkurwiał. - Na twoim miejscu bym się jeszcze napiła - Odchyliła się i przysunęła do siebie jedną z ostatnich szklanek. - Piękno kobiety rośnie wraz z ilością procentów, więc poczekam, aż pomyślisz, że pieprzysz Pamelę Anderson. Zresztą mi ciężko będzie stracić godność bez uprzedniego urwania filmu.
- Seks jest zdrowszy. A i film potrafi się w końcu urwać – Ta rozmowa od samego początku nie była zbyt inteligentna, a teraz przekroczyła bariery idiotyzmu. Nie wspominajmy o tym, że po litrze, bajera zaczyna mi kuleć.
Ponownie zaczęła się śmiać walcząc by nie wypluć alkoholu.
- Posiadasz taką umiejętność? Chętnie skorzystam.
- Nie wiem. Muszę sprawdzić. Może zechcesz posłużyć mi... - Nachyliłem się nad jej uchem. - Za królika doświadczalnego?
- To zależy ile godzin z życiorysu masz zamiar mi wyjąć - Jej usta wisiały nad moimi owiewając je aromatem Danielsa.
- No do jutra może mi się uda zrobić odpowiednią ilość testów.
- Deal - Jakimś cudem zeskoczyła z moich kolan na podłogę. - Tylko kto w takim razie wygrał zakład, skoro nie mamy zamiaru tego wypić?
- Umówmy się. Które z nas by nie wygrało, zażyczyłoby sobie seks, więc możemy powiedzieć, że oboje jesteśmy zwycięzcy - Pozwoliłem dziewczynie zaciągnąć się w kierunku wyjścia. - Do mnie?
- W tym momencie to, by mi nawet barowy kibel odpowiadał, ale wszystko pewnie zajęte.
Mój śmiech utonął w harmiderze klubu, gdy utonęliśmy w tłumie ludzi.
Mój śmiech utonął w harmiderze klubu, gdy utonęliśmy w tłumie ludzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz